Zimowy poranek. Śnieżek pruszy delikatnie tworząc przepiękną aurę zimową. Victora wychodzi na ganek ubrana w gruby polar z policzkami czerwonymi od zimna. W ręku trzymała kubek gorącego kakao. Obserwowała jak z dnia na dzień jest coraz piękniej. Popatrzała się w kierunku stajni. Uśmiechnęła się do siebie kiedy usłyszała znajome trzaski dochodzące z pomieszczenia gospodarczego. Odstawiła kubek na szafkę stojącą w przedpokoju, zamknęła drzwi i pobiegła do źródła hałasów. Po drodze mijała stajnię. Domyśliła się, że Pedro stoi i czeka na nią. Podeszła do drzwi zewnętrznych boksu i otworzyła je. Pedro z entuzjazmem podszedł do swojej właścicielki i zaczął przyjaźnie rżeć i trącać ją pyskiem. Victoria chociaż przy nim mogła zapomnieć o otaczającym jej świecie. Dała wierzchowcowi kawałek marchewki, pogłaskała go, zamknęła drzwiczki i pobiegła do pomieszczenia gospodarczego. Słyszała już wyraźnie, że to był Tim. Jak zwykle zaplątał wszystkie lonże i warczy, żeby to odplątać.
-Może ci pomóc ? - Victora stanęła w progu, skrzyżowała ręce na piersi i śmiała się do siebie.
-Nie dziękuję, sam sobie poradzę!- Odwarknął Tim.
Victora przewróciła oczami, wyrwała lonże z rąk kolegi i w kilka sekund już każda była ładnie związana.
-Z każdym dniem zadziwiasz mnie coraz bardziej...-Powiedział Tim trzymając rękę przy czole.
Victoria zachichotała.
-No widzisz, trzeba mieć talent!-drażniła się z Timem.
-Uważaj, bo jak cię złapię to już nie puszczę !
Victoria wybiegła przed budynek, schyliła się po śnieg i uformowała z niego idealną kulkę. Kiedy Tim odwrócił się, żeby poukładać wszystko, dziewczyna rzuciła w niego śnieżką. Zaśmiała się i uciekła krzycząc :
-Aaa ! Ratunku, bandyta chce mnie powstrzymać od pójścia do szkoły!!
Tim zaśmiał się i dodał:
-Leć już, bo autobus na ciebie czeka !
Wrócił do swoich obowiązków. Victoria pobiegła po plecak i wleciała do autobusu. Usiadła na pustym miejscu, dziwiąc się, gdzie podziewa się jej przyjaciółka. Oparła głowę o szybę, zamknęła oczy. Zobaczyła obraz swoich rodziców i jej, jako 5cio latki. Szczęśliwa rodzina wybierała się właśnie do wesołego miasteczka. Konkursy, zabawy. Mała Victoria była wniebowzięta ! Lecz była smutna, gdy musieli już wracać. Pech chciał, że wyprzedziła ich ciężarówka, która później wpadła w poślizg... To wszystko było tak szybko... Zamknęła oczy... Po chwili widziała przed sobą rodziców. Spali... Zaczęła ich budzić. Dziwiła się, czemu jest czerwona od jakiejś mazi... Czemu jej rodzice są czerwoni ? Czemu się nie budzą ?! Zaczęła płakać. Po kilku chwilach stała i patrzyła, jak pogotowie zabiera jej rodziców w dziwnych czarnych workach. Obok niej stała Miranda. Przytulała ją z całej siły. Mówiąc, że rodzice wrócą.
Victoria obudziła się czując jakiś dotyk na ramieniu. Zasnęła w autobusie, spóźniła się na lekcje. Pobiegła w kierunku swojej klasy. Cała smutna, zatopiona we wspomnieniach. Usiadła w ławce. Nawet nie mrugnęła, a już trzeba było wracać do domu.
Szła przez podwórze. Tim biegnie do niej, wyraźnie zaniepokojony. Zdziwiła się i słuchała wystraszonego chłopaka.
-V-v-victor-r-ria! Bo-o-o P-pedro-o on ... No nie ma go w stajni !!
...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz