piątek, 14 października 2011

Rozdział 2

-Jak to nie ma go w stajni ?!-Wrzasnęła Victoria.
-No...No nie ma-Odpowiedział cicho Tim.
Dziewczyna rzuciła w niego plecakiem i pobiegła do stajni. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Po drodze, na śniegu zauważyła ślady kopyt. "Bogu dzięki, że jest zima..."-Powtarzała sobie w myślach. Pobiegła po śladach. Po niecałych pięciu minutach znalazła Pedra. Leżał koło zawalonego pnia drzewa, zamarznięty i wystraszony. Na widok Victorii zarżał cicho i podniósł łeb. Dziewczyna uklękła przy nim i zaczęła go głaskać po zimnych chrapach. Wstała i zaprowadziła Pedra do boksu. Na szczęście Tim zdążył tam wysprzątać. Wprowadziła ogiera i zaczęła go wycierać. Po godzinie, kiedy Pedro leżał już wysuszony i najedzony w swoim boksie, Vitoria poszła odrabiać lekcje. Nie mogła się skupić. Ciągle myślała o swoim koniu. Usłyszała trzask drzwi wejściowych. Miranda właśnie wróciła do domu.
-Victoria ! Chodź na chwilę !
Victora przewróciła oczami i zeszła na dół.
-O co chodzi ?
-Słuchaj, zrobiłam już zakupy. Na obiad dziś przygotuję lazanię. Po południu przyjeżdża do nas ważny gość z agencji. Mogę dostać rolę w reklamie. Więc chciałabym żebyś mi pomogła-Miranda uśmiechnęła się i kontynuowała-Posprzątaj trochę w domu i ogarnij stajnię, bo koleś ponoć lubi konie.
-Nie wprowadzę go do Pedra, bo źle się czuje. Wybacz mi Mirando.-Powiedziała ze smutkiem Victoria.
-Oh, nie szkodzi-Miranda uśmiechnęła się i uściskała kuzynkę.-Zadzwonię do weterynarza i biorę się już za obiad.
Victoria uśmiechnęła się blado i zaczęła robić porządki. Minęło półtorej godziny. Wszystko lśniło czystością, a w domu roznosił się przepyszny zapach lazanii. Dziewczyny razem z Timem zasiadły do stołu. Rozmawiali o szkole, o stajni, o wizycie pana Adamsa.

Kiedy wszyscy już się najedli, Tim zmył naczynia, a Victoria poszła pomóc ubrać się kuzynce. Po 30 minutach zeszły obie. Zabrzmiał dźwięk dzwonka. Miranda otworzyła i zaprosiła pana Adamsa do środka. Victoria grzecznie się przedstawiła i wybiegła na zewnątrz oczekując weterynarza. Ten w końcu przyjechał. Wszyscy poszli do boksu Pedra. Lekarz pobrał krew, zbadał konia, wypisał receptę i odjechał. Victoria załamała się.Kolejny wydatek... Jakby było ich mało... Ale dla Pedra zrobi wszystko.Położyła ją na stole i zapytała kuzynkę, jak poszła rozmowa.
-Wspaniale ! Dostałam rolę ! Tylko znowu będę musiała wyjechać na tydzień.-Oznajmiła Miranda.
-To gratuluję. - Odpowiedziała Victoria z uśmiechem, czując jednak smutek. Znowu zostanie sama w domu. Tim jest tylko w stajni, nie zostanie z nią na tydzień... On ma swoją rodzinę.

Na następny dzień Miranda z walizkami żegnała się z Victorią i Timem i odjechała. Oboje poszli do stajni.
-I co teraz ? Wielka impreza ? - Droczył się Tim.
-Nie mam ochoty na żarty, Tim... - odpowiedziała majacząc Victoria.
-Coś nie tak... ?
-Nie ! Wszystko w porządku ! Pedro zdrowy śmiga po padoku, rachunki mam zapłacone i mam co zjeść ! Po prostu bosko !
- Dobra, dobra... Nie złość się - odpowiedział ze zmieszaniem chłopak.
Po chwili ciszy jednak znowu się odezwał.
-Zakład, że zaraz rzucisz mi się na szyję ?
-A co ? Wygrałeś w totka ? - powiedziała Victoria.
-No nie... Ale mogę z tobą zostać ten tydzień. Rodziców w domu nie ma, a rodzeństwo jest na tyle dorosłe, że sami sobie poradzą. - odpowiedział z uśmiechem Tim. - Więc jak... ?
Victoria uśmiechnęła się i zaczęła skakać z radości.
- Dziękuję, dziękuję !
-Eej, a gdzie rzucenie się na szyję ?
Victoria uderzyła chłopaka w ramię. Poszła zobaczyć, jak Pedro się czuje. O dziwo wstał i skubie sobie siano, jakby nic się nie stało. " Mój Pedruś, mój kochany Pedruś " - myślała Victoria.

Dziewczyna siedziała wieczorem przy stole z Timem. Popijali gorące kakao, żeby się rozgrzać po ciężkiej sobocie. Panowała grobowa cisza. Tim ciężko westchnął odstawił kubek i popatrzył się dziewczynie w oczy.
-Victora... Już długo czasu zbieram się, żeby ci coś powiedzieć i uważam, że to jest właściwy moment...
-Dziewczyna zdziwiona patrzy na Tima i słucha, co on mówi.
-Bo... No ja...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz