Victoria pobiegła do stajni.
-Ej ! A śniadanie ? - krzyknęła Miranda.
-Zaraz wrócę !
Dziewczyna wbiegła do stajni. Ktoś był w boksie Pedra. Wzięła odczepione wodze i zakradała się w tamtym kierunku. Postać wyszła z boksu i zaczęła podchodzić do Victorii. To był Tim.
-Co ty tu robisz ?!
-Pracuję, a co myślałaś ?-Tim uśmiechnął się szyderczo.
-Idź mi stąd !
-Nie. Twoja kuzynka, jakże naiwna, zatrudniła mnie z powrotem, po tym, jak się zeszliśmy.
-Dzwonię po policję !
Victoria pobiegła do siodlarni i zrobiła to, o czym mówiła. Policja przyjechała na miejsce 15 minut później.
-Słucham, o co chodzi ? - odezwał się sierżant.
-Dzień dobry. Ten chłopak został wyrzucony od nas wczoraj i myśli, że został na nowo zatrudniony.-opowiadała Victoria.
-Czy to prawda ?-sierżant Fleming zwrócił się do Tima.
-Nie do końca. Zostałem na nowo zatrudniony przez właścicielkę tej posesji.-tłumaczył się Tim.
Miranda w tym czasie wyszła z domu i szła w kierunku drogi. Wiedziała co zrobiła Victoria i udawała, że nic nie widzi. Jedak nie była wesoła z powodu Tima...
-Hmm, a może pan pokazać dokument, który potwierdzi pańskie słowa ?
-Eeee... No nie...-Tim spuścił głowę i zaczerwienił się.
-A jest w domu właścicielka posesji ?
-Je...
-Nie, wyszła do pracy.-wtrąciła się Timowi Victoria.
-Więc musimy pana zabrać na komisariat i porozmawiać.
Pan Fleming zabrał Tima do radiowozu i pojechali w stronę miasta. Miranda wyszła z kryjówki, jaką była spiżarnia i podeszła do Victorii.
-Co ten kretyn tutaj robił ?!-krzyknęła.
-Sama sobie zadałam to pytanie, kiedy go zobaczyłam...-odpowiedziała Victoria.
-Dobra, ważne, że już go tutaj nie ma.
-O kogo ci chodziło, kiedy mówiłaś, że Pedro jest w dobrych rękach ?-zapytała.
-Noo... Bo ja wstałam około 5 i zajęłam się wszystkim. Nie mogłam spać to pomyślałam, że warto byłoby nawiązać więzi z Pedrem.-odpowiedziała z uśmiechem Miranda.
Victoria się zaśmiała. Dziewczyny poszły do domu zjeść, nieco już wystygłe, śniadanie Mirandy. Jak zwykle było przepyszne. "Miranda powinna szukać kariery w gastronomii, nie u tych wychudzonych szkap, zwanych modelkami..."-pomyślała Victoria.
Po południu, kiedy przestało padać, Victoria zabrała Mirandę na halę. Przyprowadziła tam również Pedra. Wszyscy skierowali się do okrągłego wybiegu przyłączonego do hali. Victoria pokazała Mirandzie pewną technikę, która pomaga utworzyć więź miedzy koniem, a człowiekiem. Dziewczyna stanęła przy ogrodzeniu i patrzyła na kuzynkę, która, najwidoczniej, dobrze się bawi z Pedrem. Nagle przerwała im te harce i założyła siodło na grzbiet konia i przyczepiła lonżę do kantara.
-Wsiadaj.
-Ty... chyba nie mówisz poważnie...-powiedziała chwiejnym głosem Miranda.
-Mówię śmiertelnie poważnie-uśmiechnęła się Victoria.
Miranda weszła na grzbiet Pedra i zamknęła oczy. Koń prychnął i zachwiał się, jak zawsze, gdy ktoś na nim siedział.
-Aaaa ! Zatrzymaj go !
-Mirando... Ja nawet nim nie ruszyłam ...
Miranda otworzyła oczy, złapała kurczowo grzywę Pedra. Victoria przyjrzała się. Miranda miała wspaniały dosiad, jakby już wcześniej jeździła... Ale to przecież nie możliwe...
Późnym wieczorem, po wyczerpującej sesji treningowej Victoria czyściła Pedra. Usłyszała skrzypienie drzwi wejściowych do stajni. Takie inne, niż dotychczas znała. Usłyszała kroki. Wyszła cicho z boksu i kucnęła, tak, że nie było jej widać w ciemnościach. Zobaczyła znajomą sylwetkę. Była to jej przyjaciółka Angela.
-Uff, Angi, nie strasz mnie tak !-zaśmiała się Victoria.
-Witaj, strachajło !-zaśmiała się Angela.
Dziewczyny zaczęły rozmawiać. Przyjaciółka pomogła Victorii wyczyścić Pedra i siodło. Potem poszły do domu, napić się kakao.
-Czemu przyszłaś tak późno ?-ciekawiła się Victoria.
-Mam dla ciebie wiadomość. Otóż niejaki Tim, kojarzysz, prawda ? No właśnie. Byłam u niego dzisiaj i zobaczyłam, że ma na ścianach same zdjęcia. Zgadnij z kim.
-Z Mirandą ? - powiedziała Victoria.
-Błąd, z Tobą.
Victoria szeroko otworzyła oczy.
-A jak płakał, że go wywaliłaś z roboty. Jeszcze dostał kaucje, za to, że wparował na wasz teren. 200 dolków chyba.
Victoria patrzyła na swoje ręce i siedziała nieruchomo. Nie wiedziała co o tym myśleć.
-...Dlatego prosił, żebyś do niego zadzwoniła...
-Mhmmm... co? Przepraszam, zamyśliłam się...
-Nie ważne już-uśmiechnęła się Angela.-Masz list od niego, powinien ci wyjaśnić wszystko.
Przyjaciółka położyła kopertę na kolana Victorii i pożegnała się z nią.
Victoria popatrzyła na kopertę i otworzyła ją powoli. Był tam list i coś jeszcze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz